fbpx

Pięć objawów “choroby wielkiej firmy”

Za każdym razem kiedy stykam się z Toyotą słyszę jak jej dyrektorzy i menadżerowie zamartwiają się „chorobą wielkiej firmy”. Cóż to takiego? No cóż, to nic innego jak tendencja każdej dużej organizacji do dbania bardziej o dobrze zdefiniowane terytoria, zasady i procedury, albo zintegrowane systemy zarządzania, niż o pasję dla jakości i ducha kaizenu.

Celem każdego start-up’u jest wzrost. Bez ambicji przeskalowania biznesu strat-up pozostaje jedynie małym, lokalnym (najczęściej rodzinnym) biznesem albo osiedlowym kioskiem. „Choroba wielkiej firmy” zawsze towarzyszy procesowi skalowania biznesu, o czym możemy przekonać się czytając w prasie o problemach w rozwoju nawet tych najbardziej obiecujących start-up’ów.

Do pięciu objawów choroby wielkiej firmy należą:

  1. Utrata kontaktu z klientami.
    Firma rośnie i rozwija się, ponieważ klienci dobrze ją postrzegają, podobają się im jej produkty i usługi, i wierzą, że zawsze im się będą podobać. Jednak wraz ze wzrostem, każde przedsiębiorstwo traci stopniowo zainteresowanie obecnymi klientami i zaczyna koncentrować się na poszukiwaniu nowych rynków zbytu. Zdarza się też często, że zaczyna rozbudowywać i rozwijać swoje produkty i usługi o rzeczy, których nikt tak naprawdę nie potrzebuje. Albo też, zawalone zamówieniami, przestaje dostarczać na czas. Zdarza się też, że klienci przestają zwyczajnie lubić jej nowe logo firmy… Z wielu przyczyn, jakakolwiek firma odnotowująca wzrost ryzykuje, że jej uwaga zacznie się zbytnio skupiać na:

    1. Zdobywaniu nowych klientów.
    2. Tworzeniu i wdrażaniu systemów niezbędnych do podtrzymania wzrostu, przez co w łatwy sposób straci kontakt z samym klientem, który jest de facto podstawą jej trwałego i zdrowego wzrostu.
  2. Sprawianie, że ludzie przestają się angażować.
    Na początku praca w firmie, która zaczyna jako start-up jest wymagająca, ale daje też sporo frajdy. Kiedy taka firma zaczyna odnosić sukces ambitni menadżerowie z innych organizacji dostrzegają możliwości kariery i… postanawiają przyłączyć się do dobrej zabawy (argumentując, że najwyższy czas, żeby zrobić miejsce dla dorosłych) i tym samym… zabijają całą frajdę. Jasne, że każdy biznes potrzebuje pewnego stopnia przewidywalności z planami, budżetami, procedurami, „silosami” funkcyjnymi, systemami itp., po to chociażby, aby zagościło w nim więcej „przejrzystości” oraz aby przeciwdziałać powielaniu wysiłku, zamieszaniu czy chaosowi. Jednak rezultat tego tupu wysiłków skutkuje zazwyczaj utratą zainteresowania pracownikami, którzy stają się niewolnikami systemu i tym samym przestają się angażować. Rób to, co mówi ci komputer… Spytaj kadry o pozwolenie… Rób wszystko, żeby twój szef dobrze wypadł… i wszystkie te rzeczy, których szczerze nienawidzimy, ale które akceptujemy jako element pracy w typowym urzędzie (oj przepraszam, w firmie, która
  3. Wydawanie pieniędzy na głupie rzeczy.
    Marnowanie czasu na spotkania to zdaje się najmniej dotkliwa forma wydawania pieniędzy na niepotrzebne rzeczy. W chwili kiedy pojawiają się pieniądze szefostwo decyduje się je wydać na nowy magazyn („musimy przecież trzymać zapasy, żeby zaspokajać potrzeby naszych klientów”), nową siedzibę („musimy przecież robić dobre wrażenie na naszych klientach i przyciągać nowe talenty do naszej firmy”) , nowe maszyny (obstają przy tym zwłaszcza niemieccy inżynierowie), nowy program optymalizacyjny (no cóż, musimy jakoś odzyskać poniesione na to wszystko nakłady), zamiast powiedzmy – podnieść wynagrodzenia pracownikom albo obniżyć ceny dla klientów.
  4. Grzęźnięcie w aspektach ograniczeń technicznych i prawnych.
    Zatrudnij świeżo upieczonego absolwenta uczelni, wybierz jedną z funkcji swojego produktu lub usługi i poproś go, żeby użył swojego świeżego umysłu do zaproponowania zamian z użyciem technologii i pomysłów, na których wyrósł – będziesz naprawdę zaskoczony. To, co zdziwi cię dużo mniej, to chór oponentów w średnim wieku, którzy zaczną ci objaśniać, dlaczego ta nowa technologia nie ma prawa zadziałać z twoją obecną platformą, lub co więcej, jeżeli ją zastosujesz to firma najprawdopodobniej zbankrutuje. Naprawdę łatwo jest zostać w krótkim czasie „podstarzałym” start-upem (takim, który nigdy nie dojdzie do etapu skalowania) i niesamowite jest to, jak łatwo wczorajsza „technologia jutra” może stać się problemem o charakterze proceduralnym.
  5. Obciążenie wymaganiami środowiskowymi.
    Przypuszczalnie firma będąca start-upem, była – teoretycznie rzecz biorąc – tak samo obciążona wymaganiami środowiskowymi jak każde inne przedsiębiorstwo, ale wtedy nikt się tym nie przejmował. Ale teraz, kiedy już urosła, wszystko co było kosztem na poziomie setek złotych, zaczyna sumować się do dziesiątek albo nawet setek tysięcy, i nie omija to rzecz jasna aspektów oddziaływania na środowisko. „Dzieciaki”, które z taką pasją tworzyły start-up, są teraz poważnymi panami w garniturach, zajmującymi się ważnymi aspektami prawnymi. Co można więc zrobić?

Lean polega tak na prawdę na tym, żeby skutecznie skalować biznes walcząc jednocześnie umiejętnie z „chorobą wielkiej firmy”. Toyota urosła z firmy produkującej 1 milion samochodów w 1965 roku, do firmy produkującej 4 miliony pojazdów w roku 1990 i odpowiednio 8 milionów w roku 2008 (a więc w roku upadku Lehman Brothers, który pociągnął za sobą na dno gospodarki wielu krajów). W zeszłym roku Toyota wyprodukowała 10 milionów samochodów. To się dopiero nazywa skalowanie biznesu!

Według profesora Hirotaka Takeuchi Toyota świadomie postrzega się zawsze jako ten „zielony, niedojrzały owoc”. Firma ma świadomość, że cierpi na „chorobę wielkiej firmy”. Lean został wynaleziony właśnie po to, żeby rozwiązać ten problem. Wg Kiichiro Toyody, „idealne warunki do produkcji czegokolwiek występują wtedy, kiedy maszyny, budynki i ludzie spójnie ze sobą „współdziałają” dodając wartość, bez tworzenia jakiegokolwiek marnotrawstwa”. Żeby dobrze zrozumieć Lean musisz najpierw dobrze zrozumieć pięć objawów „choroby wielkiej firmy”.

Michael Ballé

Autor jest współautorem dwóch bestsellerowych powieści o zarządzaniu: „Kopalnia złota” oraz „Dyrektor firmy jako LEAN MENADŻER”. Obie książki ukazały się nakładem Wydawnictwa Lean Enterprise Institute Polska i są dostępne w księgarni internetowej leanbooks.pl

Autor był jednym z gości specjalnych XIV Konferencji Lean Management, która odbyła się w dniach 10-12 czerwca 2014 roku we Wrocławiu. Więcej informacji na temat konferencji na www.leankonf.pl.

Artykuł został oryginalnie opublikowany w “The Lean Post”. Link do artykułu znajduje się tutaj.

Pobodne artykuły

Dlaczego Toyota wciąż pozostaje moją Gwiazdą Północy

Rola Toyoty jako Gwiazdy Polarnej dla firm usiłujących stać się najlepszymi w tym co robią w ostatnich latach mocno przygasła. Nie da się ukryć, że koncern musiał sprostać ogromnym wyzwaniom […]

więcej

Sekret przewodzenia zmianom – jak to robi Toyota

Roberto Priolo: Zacznijmy od twoich doświadczeń zdobytych w trakcie pracy dla Toyoty i korporacji Donnelly – czego nauczyłeś się na temat wdrażania lean w odniesieniu do całego łańcucha dostaw podczas […]

więcej

Nie znalazłeś informacji, której szukasz? Zadzwoń lub wyślij do nas zapytanie

tel.: 506 785 310

e-mail: info@lean.org.pl

Administrator Danych Osobowych: Lean Enterprise Institute Polska sp. z o.o.
Pełna klauzula

Zapoznałem się z pełną treścią klauzuli informacyjnej